Recenzja filmu Avengers: Wojna bez granic. Nieziemskie, fantastyczne widowisko, ale z kin wyjdziecie pewnie wkurzeni

Recenzja filmu Avengers: Wojna bez granic. Nieziemskie, fantastyczne widowisko, ale z kin wyjdziecie pewnie wkurzeniUwaga: recenzja pisana w taki sposób, żeby uniknąć spoilerów. Niestety, jak to w życiu bywa, czasem coś może przemknąć. Wierzę jednak, że przeczytanie tekstu nie zepsuje Wam seansu.
Trudno się pisze recenzje filmów, po obejrzeniu których człowiek zbiera szczękę z podłogi. Kinowe uniwersum Marvela dotąd dostarczało wielu dowodów na to, by oceniać je jako udane. I nie chodzi jedynie o rekordowe przychody, ale też oceny samych produkcji, które na ogół były bardzo przyzwoite (a w przypadku ostatnio wypuszczonego Black Panther nawet bardziej!).

Sam doskonale bawię się na każdym filmie Marvela począwszy od pierwszego Iron Mana, przez pierwszego Kapitana Amerykę, a na Thorze: Ragnarok (którego nadrabiałem wieczór przed seansem Avengers i zdecydowanie polecam Wam to samo) skończywszy. Po tych wszystkich latach wiem już czego się po nich spodziewać i chyba ani razu nie odszedłem od ekranu rozczarowany. Avengers: Wojna bez Granic przeszło jednak moje najśmielsze oczekiwania.

Przy okazji Wojny bohaterów drwiono nieco z Disneya, że komiksowe starcie armii superbohaterów zamienił na bójkę gromadki indywidualności na lotnisku. W Wojnie bez granic przybywa nam kilka postaci, co zdecydowanie czuć. Skala i rozmach tego filmu wręcz porażają. Trudno oderwać wzrok od ekranu i to szczególnie zdumiewające, bo sama historia jest prosta jak budowa cepa.
Fabuła Avengers: Wojna bez granic jest prosta… i to zdumiewa, bo film przykuwa do ekranu
Akcja Avengers: Wojna bez granic rozpoczyna się niemal idealnie po zakończeniu ostatniego Thora: Ragnarok. Thanos napada na statek Asgardczyków, na którym znajdują się Thor, Loki i Hulk. Celem jest oczywiście jeden z kamieni nieskończoności. Tak się zaczyna trwająca blisko 2,5 godziny wojna, w której główny zły i jego pomagierzy przemierzają wszechświat w poszukiwaniu kolejnych kamyków. Na drodze stają im niemal wszyscy kinowi superbohaterowie Marvela. Braki są naprawdę minimalne (nie ukrywam jednak, że brak angażu dla Ant-Mana jest nieco rozczarowujący, ale może to dlatego, że planowany na lato Ant-Man i Osa ma się rozgrywa tuż przed wydarzeniami z tej części Avengers).

źródło : http://antyweb.pl/avengers-wojna-bez-granic-recenzja/

%d bloggers like this: