Czekaliśmy 40 lat i było warto. Halloween to świetny powrót Michaela Myersa

Czekaliśmy 40 lat i było warto. Halloween to świetny powrót Michaela MyersaZa tegoroczne „Halloween” odpowiada w dużej mierze współtwórca oryginału z 1978 roku. Jego reżyser i współscenarzysta, John Carpenter jest ponownie kompozytorem ścieżki dźwiękowej, producentem wykonawczym i konsultantem, co widać i słychać na każdym kroku. W obsadzie znaleźli się Jamie Lee Curtis i Nick Castle, którzy ponowili swoje role jako Laurie Strode i Michael Myers AKA The Shape. Co więcej, zapowiedziano, że najnowszy film z serii, już jedenasty, będzie bezpośrednią kontynuacją filmu z 1978 roku, a to oznacza, że wszystkie powstałe w poprzednim stuleciu części straciły jakiekolwiek znaczenie. Z takich składników powinno się udać przygotować naprawdę udany film, prawda?
„Halloween” 40 lat później – powtórka z makabry

Wydarzenia, które oglądamy rozgrywają się dokładnie 40 lat od pamiętnej nocy, gdy 21-letni Myers siał postrach w Halloween. Wcześniej, mając zaledwie 6 lat zamordował własną siostrę dźgając ją nożem . Michael przebywa dziś w specjalnym zakładzie, gdzie odwiedza go dwójka podcasterów odpowiedzialnych za serię nagradzanych audycji opowiadających o najbardziej makabrycznych zbrodniach. Nie udaje im się wydusić z Myersa choćby jednego słowa, dlatego postanawiają spotkać się z Laurie Strode. Zastają ją w jej domu przypominającym niewielką fortecę – kobieta od dekad przygotowuje się na powrót jej syna i jest zdeterminowana, by pozbyć się go raz na zawsze. Historia, która spotkała jej rodzinę odcisnęła piętno na życiu córki – Karen cały czas próbuje żyć normalnie, wierząc w dobro na świecie i odpycha od siebie myśli, że mogłoby ją ponownie spotkać coś złego. Bagatelizuje sytuację nawet wtedy, gdy Myersowi udaje się wydostać na wolność. Lokalna policja oraz Laurie rozpoczynają polowanie na Michaela, ale nie wszystko idzie po ich myśli, a liczba ofiar rośnie w zastraszającym tempie.
Więcej z fabuły wam nie zdradzę, bo jest ona zaskakująco dobra. Musimy oczywiście pogodzić się na niektóre przypadki, które na przykład doprowadzają do spotkań niektórych bohaterów, ale dochodzi do tego przy akompaniamencie fenomenalnej ścieżki dźwiękowej Carpentera oraz rewelacyjnych kadrach Davida Gordona Greena. W przypadku takiego filmu niezbędne jest przymknięcie oka na niektóre nielogiczności, ale nie jest ich wcale tak dużo, by mogły drażnić. Tempo akcji jest utrzymane na właściwym poziomie i wyraźnie czuć w tej produkcji wpływ Carpentera oraz chęć wzorowania się na jego dokonaniach przez reżysera.
Chyba nikt nie spodziewał się tak dobrego sequela

Stare i nowe „Halloween” są pod względem produkcyjnym bardzo ze sobą zgodne, a sprawa takiego samego tytułu jest mało skomplikowana: twórcy nie chcieli, by ktokolwiek sądził, że istnieje potrzeba nadrobienia poprzedniej części. Jeśli ktoś tak zrobi, to dobrze dla niego, ale na „Halloween” (2018) można się świetnie bawić nie znając filmu z 1978 roku. Technicznie rzecz biorąc byłaby to już trzecia odsłona „Halloween II”, więc taka decyzja jest w pewni zrozumiała.
„Halloween” to świetny powrót do sprawdzonej formuły filmów typu slasher. Do tej pory wielokrotnie starano się uczynić ją bardziej nowoczesną, ale dopiero zachowując wcześniej sprawdzone metody nadaje się filmowi tego niepokojącego dreszczyku emocji. Budowanie napięcia w scenach, gdy Myers wyłania się z cienia albo kroczy za ofiarą z ostrzem w dłoni, to prawdziwy majstersztyk. Podejrzewam, że znajdą się takie osoby, które faktycznie będą przerażone niektórymi ujęciami. Nie oszczędzano bowiem na tragicznych, pełnych krwi scenach, choć w niektórych momentach delikatnie przeszarżowano – roztrzaskanie głowy butem wydaje się mało realne, ale z całą pewnością jest efektowne.

Niestety, poza dwójką głównych bohaterów trudno mi wskazać jakiekolwiek wyróżniające się postacie. Rozhisteryzowana momentami Karen (Judy Greer) i jej momentami nieroztropna córka Allyson (Andi Matichak) wywiązały się ze swoich zadań poprawnie, ale zabrakło tego błysku w oku. Bardzo liczyłem na występ Haluka Bilginera wcielającego się w doktora Sartaina, ale potencjał tej postaci nieco stłumiono. Jamie Lee Curtis trudno w tym filmie dorównać pod jakimkolwiek względem. Aktorka świetnie ukazuje skrywaną głęboko w środku traumę, ale gdy zajdzie potrzeba znakomicie gra zdeterminowaną i gotową do bezpośredniej konfrontacji. Michael Myers, to Michael Myers – obydwaj panowie (Nick Castle i James Jude Courtney) jakby czekali te kilkadziesiąt lat, tylko po to, by móc zagrać go ponownie.  Film przynosi kilka fajnych zwrotów akcji, (klasyczna) ścieżka dźwiękowa wybrzmiewa wręcz znakomicie, a te intensywne 100 minut mija bardzo szybko. „Halloween” zdecydowanie warto zobaczyć w kinie.
 
The post Czekaliśmy 40 lat i było warto. Halloween to świetny powrót Michaela Myersa appeared first on AntyWeb.

źródło : https://antyweb.pl/czekalismy-40-lat-i-bylo-warto-halloween-to-swietny-powrot-michaela-myersa/

%d bloggers like this: