Najlepszy, bo najgorszy agent specjalny powraca. Johnny English: Nokaut – recenzja

Najlepszy, bo najgorszy agent specjalny powraca. Johnny English: Nokaut – recenzjaPierwsza część „Johnny English” to cały czas rewelacyjna komedia
„Johnny English” to nie tylko jedna z najlepszych i moich ulubionych produkcji z Rowanem Atkinsonem. To jedna z najlepszych i moich ulubionych komedii w ogóle. Ten film miał bardzo niewiele słabych punktów, a każdy z nich był szybko przykrywany największymi zaletami produkcji. Do nich należała oczywiście postać samego agenta – trudno dziś wyobrazić sobie kogokolwiek innego w tej roli, niż Rowan Atkinson, choć zrozumiem zmęczonych tematem widzów, którzy z nietęgą miną wychodzili z sali lub wyłączali telewizor po seansie drugiej części. Do niej wolałbym nawet nie wracać, ponieważ w zestawieniu z poprzednim filmem, „Johnny English: Reaktywacja” wypadł bardzo blado. Nie trudno doszukiwać się w tym przyczyn porażki, bo zawiodła przede wszystkim historia, ale i pod wieloma innymi względami, to nie był po prostu dobry film. Szybko uznałem, że nawet nie powstał i z przyjemnością wracałem do filmu z 2003 roku, który dziś ma 15 lat, a bawi równie dobrze, co wtedy.

Większość scen znam na pamięć, a nadal wybucham śmiechem – udawanie otumanionego rozluźniaczem mięśni agenta Atkinsonowi wyszło fenomenalnie, a to tylko wisienka na pysznym torcie. Historia trzymała się kupy, choć była oczywiście odrobinkę naciągana. Mimo to, nie odniosłem wrażenia, że ktoś robi ze mnie idiotę – twórcy konsekwentnie nie przekraczali granic zdrowego rozsądku, bo całość utrzymano w komediowym tonie, więc można było przymknąć oko na niektóre plany czarnego charakteru. Uzupełniający obsadę Ben Miller, jako Bough oraz Natalie Imbruglia grająca Lornę Campbell (ale którą raczej pamiętacie z powodu utworu „Torn„) wypadli naprawdę dobrze.
O sile pierwszej odsłony stanowiła też w dużej mierze… muzyka. Motyw przewodni oraz napisana przez Robina Williamsa i Hansa Zimmera piosenka „A Man For All Seaons” perfekcyjnie uzupełniała postacie, sytuacje i wprawiała widza w odpowiedni nastrój podczas seansu. Odrobina Bonda, trochę filmu przygodowego i romansidła, ale całość spinał Atkinson po raz kolejny ukazujący swoje elastyczne zdolności. I tylko one przetrwały do debiutującej w polskich kinach części trzeciej…
Johnny English po raz trzeci
Musiałem go zobaczyć i polecę wam ten film tylko z jednego powodu.

źródło : https://antyweb.pl/johnny-english-nokaut-recenzja/

%d bloggers like this: