Świat bez kabli nie taki kolorowy

Świat bez kabli nie taki kolorowyCo jest największą bolączką rynku mobile tego roku? Oczywiście wcięcie w ekranie, czyli notch. Internet szaleje również gdy kolejny producent ogłasza brak złącza słuchawkowego mini-jack 3,5 mm w swoim smartfonie. Żyjemy w świecie, w którym masowo odchodzi się od połączeń przewodowych, tymczasem płaczemy za archaicznym złączem. W zasadzie dlaczego?
Ja Wam powiem dlaczego, bo też mi go brakuje w nowych telefonach. Jednym z małych (ale jednak) powodów, dla których wybrałem OnePlusa 6 było posiadanie przez niego klasycznego złącza słuchawkowego. Cały czas używam przewodowych słuchawek, wpinam do smartfona mikrofon krawatowy i noszenie dodatkowej przejściówki uważam za pewien problem. Przypięta do słuchawek potrafi wyskoczyć i wpaść gdzieś do plecaka, noszona w oddzielnej przegrodzie pewnie prędzej czy później zostanie gdzieś na chwilę odłożona i zabraknie jej w ważnym momencie.
Jakiś czas temu zacząłem się całkowicie przerzucać na słuchawki bezprzewodowe w podróży, jednak zawsze wożę ze sobą jakieś na kablu. Powodem jest oczywiście system multimedialny w samolocie, który ma w nosie BT i chce kabla. Próbowaliście kiedyś oglądać film na tym dziadostwie, które leży na fotelach? Szczerze nie polecam.
No dobra, mam dobre słuchawki bezprzewodowe, to czemu brakuje mi mini-jacka? Osoby odpowiedzialne za oprogramowanie w OnePlus 6 na przykład nieźle popłynęli i umożliwili korzystanie z korektora dźwięku…tylko na połączeniu kablowym. Dlaczego? Bo mogą i co im zrobię?

O ile duże słuchawki dość długo działają na jednym ładowaniu, to małe sportowe bezprzewodówki często starczają na 3-4 godziny pracy. To mało kiedy leci się 12 godzin i nikt mi nie wmówi, że chowanie ich na godzinę do pudełeczka to taki świetny pomysł – jestem odcięty od dźwięku, no super opcja, naprawdę. Na szczęście Android 9 Pie na moim OnePlusie 6 pokazuje stan naładowania słuchawek na górnym pasku, ikoną przy zegarze. Ale bez tego to zawsze była loteria – fakt, miły głos w słuchawkach często mówi ile zostało baterii, ale zawsze włączam urządzenie zanim zacznę go słuchać, więc omijam komunikat. I wiele razy naciąłem się na to, że poszedłem lub pojechałem gdzieś z prawie rozładowanymi słuchawkami. Nie polecam takiego stylu życia.
Chciałbym ładować telefon bez kabli, ale w ogóle nie przemawiają do mnie ładowarki indukcyjne. Telefon łapie tam energię całą wieczność, co w porównaniu z ekspresowym Dash Charge jest kosmiczną różnicą przemawiającą za kablem – więc nie płaczę za brakiem indukcji w telefonie. Co więcej, poza domem i tak z niej nigdy nie korzystałem, więc gdzie ta cała bezprzewodowość, która miała być moją przyszłością? Gdzie podpięte do prądu stoliki w restauracji i dostawki do ławki w parku?
Bez kabli bawię się też z laptopem podłączonym do monitora, przynajmniej w domu. I to jest super rozwiązanie, bo im mniej kabli, tym ładniejsza okolica biura. No tak, tylko mam wrażenie, że podświetlana klawiatura ciągle zapala czerwoną lampkę wołając kabelek microUSB i prąd, to samo robi bezprzewodowy headset. Dlatego zawsze przy wyborze bezkablowych urządzeń do komputera warto kierować się czasem pracy na jednym ładowaniu. Apple Wireless Keyboard może i było na baterie, ale przynajmniej działało długo. O padach do PS4 nawet nie wspominam – nie umiałbym już ciągnąć przewodu przez pół pokoju, jednak zawsze mam gdzieś w okolicy powerbanka albo zapasowego pada, bo wielokrotnie musiałem przerywać sesje z uwagi na rozładowany kontroler.
Problemy pierwszego świata – powiecie. A ja mam wrażenie, że ciągle jakieś bezprzewodowe urządzenie chce ode mnie prądu, co psuje komfort jego użytkowania. I tak w tym pędzie za bezprzewodowością ciągle coś ładuję, a po szufladach mam porozrzucane kolejne przewody, bo ciągle jest ich za mało. Jak ktoś zrobi bezprzewodowy telewizor, to chyba się rozpłaczę, bo nic na nim nie obejrzę.

źródło : https://antyweb.pl/swiat-bez-kabli-nie-taki-kolorowy/

%d bloggers like this: