To najbliższy mi serial w tym roku, ale niektórzy z was mogą się nim srogo rozczarować

To najbliższy mi serial w tym roku, ale niektórzy z was mogą się nim srogo rozczarowaćIleż ja się naczekałem na ogłoszenie polskiej premiery tego serialu! Gdy pojawiły się pierwsze zapowiedzi, byłem przekonany, że jeden z dostępnych w Polsce serwisów streamingowych raz dwa zainteresuje się oryginalną produkcją Hulu, a jeśli nie, to zrobi to jeden z kanałów premium. I miałem rację tylko w połowie, bo faktycznie „The First. Misja na Marsa” trafi do ramówki Canal+, ale dopiero 6 grudnia. Cóż, lepiej późno, niż wcale, bo jest to jeden z ciekawszych seriali tego roku, a spośród wszystkich premier zdecydowanie mi najbliższy.
Wszystko dlatego, że serial składa się z idealnie dopasowanych do mojego gustu trzech cech-filarów: rozgrywa się w przyszłości i dotyczy załogowej misji na Marsa, jest dramatem, jest przegadanym dramatem ze świetnymi ujęciami i muzyką. Za pomocą tego jednego zdania mogłem zrazić do serialu wiele osób, doskonale zdaję sobie z tego sprawę, ale dopiero po seansie pierwszego odcinka będziecie w stanie zrozumieć, o co mi chodzi. Wykreowany przez showrunnera Beau Willimona (twórca amerykańskiego „House of Cards” dla Netfliksa) klimat, który na ekran przeniosła między innymi Agnieszka Holland (wyreżyserowała dwa odcinki) zasysa i nie pozwala się wyrwać aż do ostatniego odcinka. To naprawdę ciężki dramat, dość trudny w odbiorze, ale przez to robi na widzu jeszcze większe wrażenie. Dlaczego?

Gdy myślimy o podróżach w kosmos, przed oczami zawsze staje nam widok rakiety, jej start oraz piękne widoki Ziemi oraz innych ciał niebieskich, wśród których przemyka statek niosący ludzi na przykład inną planetę. Najlepiej, jeśli zdarzy się  jeszcze jakaś awaria, dojdzie do konfliktu pomiędzy członkami załogi lub spotka ich coś innego, z czym będą musieli sobie poradzić gdy będą zamknięci w niewielkiej puszce otoczonej przez nicość. Ale przecież prawdziwy dramat niejednokrotnie rozgrywa się tu, na Ziemi, skąd wybierają się w drogę zostawiając za sobą najbliższych. Tematykę tę poruszył m. in. film „Pierwszy człowiek„, ale przy serialu „The First. Misja na Marsa” wydaje się, że zrobił to jedynie powierzchownie.
Główny bohaterem serialu jest grany przez Seana Penna Tom Hagerty – astronauta z doświadczeniem, który odpowiada za szkolenie załogi przygotowującej się do lotu na Marsa. Misja Providence 1 to wspólny projekt NASA oraz prywatnej firmy Vista, której szefuje Laz Ingram (Natascha McElhone). W skutek wydarzeń w przeszłości Hagerty’ego nie ma na pokładzie, ale sytuacja zmienia się diametralnie i będzie musiał podjąć jeszcze trudniejszą, niż wcześniej decyzję. Chcę jak najmniej zdradzić Wam na temat fabuły, bo brak jakiejkolwiek wiedzy na temat fabuły sprawia, że efekt zawieszenia akcji w połączeniu z realizacją odcinków jest jeszcze silniejszy.

źródło : https://antyweb.pl/the-first-misja-na-marsa-serial-recenzja/

%d bloggers like this: