To nie jest Venom, którego chciałem zobaczyć na kinowym ekranie

To nie jest Venom, którego chciałem zobaczyć na kinowym ekranieEddie Brock mieszka i pracuje w San Francisco. To zadziorny, dociekliwy dziennikarz z silnym kręgosłupem moralnym. Przygotowując materiał o wpływowym wizjonerze (Drake Eddie) idzie o jeden krok za daleko, oskarżając milionera o zabijanie niewinnych ludzi. Ten szybkim ruchem niszczy dotychczasowe życie reportera, zarówno te służbowe, jak i prywatne. Pierwsze 30 minut filmu może wydawać się najnudniejsze, w obliczu wszystkiego co pokazane jest później jawi się jednak jako najbardziej spójny, logiczny i ostatecznie najciekawszy fragment filmu.

Mamy więc główną postać, której epizod z Nowym Jorkiem został przedstawiony w jednej tylko wypowiedzi – Brock został wyrzucony z Daily Globe. Nic więcej, żadnych nawiązań do Petera Parkera i Spider-Mana. Jest to o tyle zaskakujące, że przecież postać Venoma nie miała prawa przyjąć znanej formy bez tej znajomości, w zasadzie cały „bohater” został zbudowany na bazie tej relacji. W filmie reżyser postanowił pójść po linii najmniejszego oporu – dostajemy więc przywieziony z kosmosu symbiont i Eddiego Brocka, który przypadkiem zostaje z nim połączony. Niestety fabularnie film jest bardzo dziurawy, jakby twórcy starali się podać historię postaci w jak najprostszej formie, specjalnie dla widza, który nie ma bladego pojęcia kim jest Venom. Ostatecznie nie ma żadnej ciekawej genezy, czy to na samym początku, czy też przed finałową sceną filmu. Skutek jest oczywisty – obojętność, którą podczas seansu traktowałem zarówno Brocka, jak i Venoma.
Relacja na linii symbiont-Eddie wydaje się elementem, który można było pociągnąć naprawdę ciekawie. Tymczasem to po prostu zlepek mniej lub bardziej przemyślanych gagów, które nie wnoszą zbyt wiele do opowieści. I niestety nie wnoszą też nic ciekawego do relacji, nie widać jak buduje się między nimi więź. A końcówka filmu, w której Venom staje się tym „dobrym” ma tak głupie wytłumaczenie, że nieopatrznie przybiłem sobie do czoła rękę tak głośno, że ludzie z przodu aż się odwrócili.

Filmowi bardzo zaszkodziło zjechanie w dół z kategorią wiekową. Venom nie ma racji bytu jako materiał 13+ i całkowite wycięcie brutalnych scen zabiera autentyczność postaci. Jest zjadanie ludzkich głów, ale kamera zmienia wtedy kadr – krwi jest tyle co kot napłakał i to tylko otarcia po wypadku Brocka na motocyklu. Podobno z filmu wycięto aż 40 minut, mam dziwne wrażenie, że tych najlepszych scen.
Jak wypada Tom Hardy? Na tle pozostałych aktorów rewelacyjnie, przy czym to jedna z jego gorszych ról. Bryluje po prostu w obsadzie starając się robić wszystko, by pokazać problemy granego przez siebie bohatera. Najpierw kiedy nie radzi sobie ze zwyczajną codziennością, później gdy popada w szaleństwo po połączeniu z symbiontem. I muszę przyznać, że wychodzi mu to całkiem nieźle. Niestety pozostałym aktorom nic nie wychodzi, a główny zły (w tej roli Riz Ahmed) to doskonały przykład tego jak można koncertowo nie trafić aktorem w rolę.

źródło : https://antyweb.pl/venom-film-recenzja/

%d bloggers like this: