Tylko jeden pokaz. Tylko tego jednego dnia. Na całym świecie. W tym w Polsce. Lubię takie nowoczesne kino

Tylko jeden pokaz. Tylko tego jednego dnia. Na całym świecie. W tym w Polsce. Lubię takie nowoczesne kinoDo pewnego momentu nie wiedziałem nawet, że wydarzenie, na które się wybieram, jest tak wyjątkowe. Gdy tylko zauważyłem w repertuarze Multikina zapowiedź koncertu zespołu Muse, wiedziałem, że będę musiał znaleźć się wtedy na sali. Dopiero w momencie, gdy poznałem więcej szczegółów na temat zaplanowanego pokazu, zostałem uświadomiony o wyjątkowości tego wydarzenia – otóż był to jednorazowy pokaz, organizowany tego samego dnia w kinach na całym świecie. Mówi się, że nigdy więcej nie będzie nikomu dane zobaczyć tego koncertu na dużym, kinowym ekranie i prawdę mówiąc jestem w stanie w to uwierzyć. Pamiętam bowiem, że podobne zapowiedzi dotyczyły pamiętnego koncertu Led Zeppelin z 2007 roku z Areny o2 w Londynie, który później ukazał się jako „Celebration Day”. Nie mogłem uczestniczyć wtedy w pokazie i od 2012 roku nic nie wskazuje, by istniały jakiekolwiek szanse na powtórkę.

Nie byłem nigdy wcześniej na koncercie w kinie, choć do tej pory takich seansów było już sporo. Niezwykle intrygowała mnie atmosfera na sali, która towarzyszy tego typu pokazowi. Niby jesteśmy w kinie, więc należy się odpowiednio zachowywać, nie przeszkadzać innym i mieć właśnie na uwadze, że nie jesteśmy na sali sami. Ale do diaska to przecież koncert, a Muse to jeden z tych zespołów, które powodują że trudno jest się powstrzymać od jakichkolwiek reakcji na ich kawałki. Wystukiwanie rytmu nogą to przecież prawdziwe minimum, a znający ich najlepsze numery fani na pewno będą gotowi na wiele więcej – nie uznaję się za znawcę Muse, ale cenię ich twórczość, naprawdę sporo się nasłuchałem i wciąż uważam, że kawałek „Showbiz” z ich pierwszego albumu o tym samym tytule, to najlepsze, co nagrali.
Nie usłyszałem go w ramach „MUSE: Drones World Tour”, który jest zapisem z trasy koncertowej z 2015 roku, gdy zespół promował krążek „Drones”. Mieliśmy więc do czynienia z esencją tego, co Muse pokazał w ramach kilku koncertów i muszę przyznać, że było to show, które zdecydowanie warto było zobaczyć i usłyszeć w kinie. Odbiór jest całkowicie inny, niż w przypadku nawet bardzo rozbudowanego i kosztownego kina domowego. Nie chcę przesadzić, ale momentami faktycznie można było poczuć się, że jesteśmy na sali razem z kilkudziesięcioma tysiącami fanów śpiewających razem z artystami. Czy jest coś, co bym poprawił w samej produkcji? Owszem – odniosłem wrażenie, że montażyści zdecydowali się na zbyt wiele cięć. Chwilami było trudno nadążyć za tym, co pragną nam pokazać. Zawieszenie oka na wprawnej obsłudze gitary czy wyjątkowej grze na perkusji było dość trudne. Rozumiem, że to wprowadza więcej dynamiki, ale przeskakiwanie z jednego ujęcia na drugie w ciągu sekundy, przy bardzo energicznym oświetleniu, momentami wręcz irytowało.

A jak zachowuje się publika? Początkowo chyba trochę wszystko to onieśmielało, bo gdy rozejrzałem się kilkukrotnie dookoła, to zauważyłem kołyszące głowy. Wraz z rozwojem sytuacji, niektórzy porozwalali sobie na jeszcze więcej, a to działało motywująco na pozostałych. Koncert zamykał numer „Knights of Cydonia”, który poruszył większość widowni, lecz chyba każdy wciąż z tyłu głowy trzymał się myśli, że nie jest tak naprawdę na koncercie.
Jestem jak najbardziej za, by tego typu wydarzenia odbywały się jak najczęściej. I niech nie będą to tylko nowości, ale i inne koncerty, które wydawano na przestrzeni ostatnich dekad, a które wciąż można uznać za najlepsze wizytówki niektórych zespołów. Marzę o „The Song Remains the Same” od Led Zeppelin na dużym ekranie. Halo, czy Warner Bros. i Multikino mnie słyszą?
Zdjęcia: Muse.mu
The post Tylko jeden pokaz. Tylko tego jednego dnia. Na całym świecie. W tym w Polsce. Lubię takie nowoczesne kino appeared first on AntyWeb.

źródło : https://antyweb.pl/muse-koncert-w-kinie/

%d bloggers like this: